Takiej Pary życzyłby sobie każdy fotograf ślubny… pogodni, życzliwi, po prostu piękni.

Mój pierwszy bezpośredni kontakt z Kasią miał miejsce w jej rodzinnym domu w pięknie położonym Ustroniu. Od wejścia do domu dało się wyczuć ciepłą rodzinną atmosferę, a jak zobaczyłem Kasię zaniemówiłem. Prezentowała się zjawiskowo. Przygotowania już dobiegały końca, więc szybko zrobiłem kilka zdjęć wykorzystując światło, które pięknie wpadało przez okna do domu. W oczekiwaniu na Kaspra – Pana Młodego, nawiązywałem relacje z członkami rodziny oraz z co chwile dochodzącymi nowymi gośćmi. Wszyscy byli niezwykle serdeczni. Dołączył też kamerzysta Tomek, ze swoim super sprzętem ;). Bardzo fajny gość swoją drogą. Polecam ;) (link do jego strony). W końcu przyjechał Kasper, na błyszczącym czerwonym, starym mercedesie ;) Oczywiście też go zatkało na widok ukochanej. Może nie tak jak mnie, ale i tak był wzruszony.

Po przygotowaniach w domu, pojechaliśmy do kościoła. Kapryśna górska pogoda dała nam się we znaki, na zmianę paliło słońce albo padał deszcz. Ale w tak wyjątkowym dniu nic nie było ważniejsze od Kasi i Kaspra. Po ślubie cały orszak weselny udał się do pensjonatu Gwarek, w którym miało odbyć się przyjęcie weselne .

Mieliśmy też zaplanowaną sesję w górach . Dokładnie na górze Równica. Kasia z Kasprem marzyli o zdjęciach ślubnych z pięknymi pejzażami, które dobrze znali. No ale pogoda zweryfikowała te marzenia do tego stopnia, że już chcieli zrezygnować z tej sesji. Na szczęście po moich namowach i modlitwach o brak deszczu, udaliśmy się na górę. Było mgliście i wilgotno. Zupełnie nie tak jak to sobie wyobrażali. Ale obleciałem im, że mimo wszystko zdjęcia będą piękne. Gdy przekazałem im gotowe zdjęcia ślubne , nie mogli wyjść z podziwu. Ale powiem szczerze, to głównie ich zasługa, bo bardzo się kochają i nie wstydzili się okazywać swoich uczuć przed obiektywem, co bardzo pomogło uzyskać taki efekt zdjęć.

Potem była już tylko szalona zabawa na parkiecie. Imprezę nakręcał rewelacyjny zespół Delta. Była też super niespodzianka dla Młodych od tatusiów. Jeden zagrał na gitarze, a drugi zaśpiewał dwie piękne pieśni. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Wszyscy byli wzruszeni, a ja jako fan muzyki na żywo, jak tylko poczułem klimat koncertu jazzowego postanowiłem uchwycić klimat w moim obiektywie. Prawdziwą petardą były jednak podziękowania Pary Młodej dla rodziców. Kilkuminutowa przemowa napisana… wierszem. Normalnie Mickiewicz by się nie powstydził. Wzruszyłem się. Tak też zakończyło się moje spotkanie z tą niesamowitą rodziną z artystyczną duszą.

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.